Zdalne nauczanie inaczej...



Kolejny- w teorii rzecz biorąc- dzień mojego życia. Ale czy życie można nazwać życiem,kiedy rozchodzi się w nim głównie o siedzenie przed komputerem? Gdzie radość, śmiech, znajomi, imprezy? W tym roku my- młodzież- zostaliśmy ich pozbawieni. Kolejne dni i godziny znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a na horyzoncie ani śladu końca. Stygnąca poranna kawa, która nigdy nie doczeka się wypicia przez tony i kilogramy zadań przesyłanych na różnego rodzaju platformy. Ciepłe łóżko z ulubionym pluszakiem, które trzeba było opuścić w poszukiwaniu i tak nieprzydatnej nam wiedzy. Jeden komputer na wielodzietną rodzinę, brak dostępu do internetu. Okropni nauczyciele, którzy tylko czekają dzień i noc wpatrzeni w monitor, aby wstawić szereg jedynek za zadanie odesłane minutę po terminie. Piękne słońce na dworze, na które można patrzeć jedynie przez okno, niczym więzień systemu, patrzący na świat zza krat.


W teorii? Tak. A jak było w praktyce?


Budzik na 7.00 znowu nie zadzwonił, przecież już nie zdążę odesłać tego zadania. Wstaję w bardzo powolnym, ze względu na wczesną porę, pośpiechu, w międzyczasie głaszcząc mojego czworonożnego pupila, kremując twarz, parząc herbatkę, przygotowując zdrowe śniadanko, którego nie omieszkam sfotografować i zapostować na Instagramie oraz robiąc tysiące innych, bardzo nadzwyczajnie koniecznych do zrobienia akurat w tej chwili rzeczy. Biegnąc do komputera niczym Forrest Gump przez Stany, potykam się o nowo zamówione ubrania ze sklepu online, tylko po to, aby, leżąc na podłodze po niefortunnym wypadku, stwierdzić, że jednak wrócę do łóżka. Przecież Pani jest wyrozu..rozu.. zzzzzz...






Anonimowa uczennica

  Szkoła jest bardzo przyjazna, przez co lubię do niej uczęszczać. Jedyną rzeczą, którą poprawiłabym, to ocieplenie w czasie zimowym. Pozd...