Niedługo minie dokładnie rok od kiedy zostaliśmy zamknięci w domach. Wielu z nas zapewne planowało coś w sobie zmienić, zacząć ćwiczyć, czytać, uczyć się do matury, gotować, może grać w szachy, czy zgłębiać tajniki języka chińskiego. Myślę, że w wielu przypadkach skończyło się podobnie jak w moim- siedzeniem w pokoju i setką obejrzanych seriali.
Z racji tego, że do otwarcia kin, teatrów czy basenów został jeszcze tydzień, postanowiłam- korzystając z mojego doświadczenia- podzielić się z Wami pomysłami co robić, aby nie marnować kolejnych dni w oczekiwaniu na lepsze czasy.
Jak wiecie, matura zbliża się szybciej niż myślimy, nie ma znaczenia czy jesteście w pierwszej, czy trzeciej klasie. TO SERIO JEST PORA NA NAUKĘ! Logicznym jest, że nikt sam z siebie nie weźmie podręcznika z matematyki w wolne popołudnie i nie zacznie rozwiązywać nierówności kwadratowych dla rozrywki. Są jednak inne, równie pożyteczne metody nauki, które nie będą kojarzyły się z nudą i obowiązkiem. Świetnym sposobem jest zadzwonienie do przyjaciółki i rozmowa z nią po angielsku- dla Was to duży plus przed maturą, a poza tym macie pewność, że Wasze gorące ploteczki pozostaną tajemnicą dla innych domowników. Oglądanie seriali w innym języku też daje naprawdę dużo, zwłaszcza kiedy zapisujemy słowa, których nie rozumiemy w specjalnym zeszycie. Gwarantuję, że pod koniec sezonu będzie ich coraz mniej. Można też czytać wiersze, ciekawe artykuły i opinie, co poprawia nasz zasób słów i pozwala unikać błędów składniowych i ortograficznych podczas pisania.
Kolejnym ciekawym pomysłem jest powrót do hobby z dzieciństwa. Może waszym ulubionym zajęciem było układanie puzzli z rodzeństwem? Może chodziliście po domu z aparatem i robiliście zdjęcia ścian i sufitu? Może niczym Picasso malowaliście obrazy na płótnie? Cokolwiek by to nie było, teraz na pewno pójdzie Wam lepiej, niż kiedy mieliście 5 lat, a pewnie okaże się równie przyjemne. Może jedynie rodzice spojrzą mniej przychylnym okiem, jeśli odbijecie swoje dłonie na ścianie za telewizorem :)
Następnym pomysłem jest gotowanie. Nie każdy musi być Gordonem Ramsayem, wystarczy fartuch i składniki, które każdy z nas ma w domu. Poniżej podaję mój ulubiony przepis na mus czekoladowy. Jest prosty, szybki, a jego konsystencja zwala z nóg.
200 g czekolady gorzkiej (50% - 70%)
3 jajka (rozmiar M), temperatura pokojowa
50 g cukru (najlepiej drobnego do wypieków, ale niekoniecznie)
50 g masła
125 ml słodkiej śmietany 30- 36%, schłodzonej
szczypta soli
2 łyżki wrzątku
Czekoladę połamać na kawałki i razem z masłem roztopić w kąpieli wodnej. Odstawić na bok.
Oddzielić białka od żółtek.
Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę.
Śmietanę ubić na sztywno.
Żółtka ubić z cukrem na jasną masę. Dalej ubijając, wlewać stopniowo 2 łyżki wrzątku (dzięki niemu cukier łatwiej się rozpuści).
Roztopioną czekoladę wmieszać trzepaczką do ubitych żółtek aż powstanie gładka masa. Od razu dodać połowę ubitej śmietany i energicznie wymieszać trzepaczką, aby rozrzedzić masę. Następnie już delikatnie dodać resztę bitej śmietany, używając cały czas trzepaczki. Kolejno wmieszać delikatnie w 3 porcjach pianę z białek.
Gotowy mus przełożyć do jednej miski lub rozłożyć do filiżanek (miseczek lub szklaneczek).
Naczynie przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce (najlepiej przez całą noc, ale niecierpliwi mogą próbować po 5 godzinach).
Mam nadzieję, że trochę zainspirowałam Was do wstania z kanapy i zrobienia czegoś pozytywnego. Pozdrawiam Was cieplutko, trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!0